
Autor: Wioletta
Minął rok. Może nie cały, bo do pracy przyszedłeś w sierpniu, a ja nadal mam wrażenie, jak byśmy przestali się
widywać wczoraj.
Inne fakty związane z poprzednią pracą wydarłam z pamięci, niewiele kojarzę, a Twoje wspomnienie
jest najświeższe ze wszystkich.
"Mówiłeś włosy masz jak kasztany,i jak kasztanowy masz oczu blask,
i tak nam było dobrze .. kochany.
Wsród złotych liści , wiatru i gwiazd"
Tego dnia stałam na dworze z Łukaszem - on palił a ja po prostu spędzałam wolny czas w jego towarzystwie.
Nagle pojawiłeś się Ty.
To nie było żadne zauroczenie od pierwszego wejrzenia,potraktowałam Cię jak każdego innego faceta,
przywitałam się, uśmiechnęłam i przeszłam do rozmowy z wcześniejszym rozmówcą.
-Wiola
-Tomek
-Witam na pokładzie!
Odpowiedziałeś mi speszonym uśmiechem, któremu, o ile pamiętam, towarzyszył rumieniec. Nie byłeś jakoś specjalnie wylewny -
tak po prostu byłeś i nikomu to nie przeszkadzało, ani też nikt z tego powodu nie stawał na głowie.
Mijały kolejne dni - Ty klimatyzowałeś się w pracy, a ja nadal nie zwracałam na Ciebie uwagi.
Któregoś dnia wyszedłeś ze swojego
stanowiska i idąc obok mojego przystanąłeś na chwilę; zmierzywszy mnie wzrokiem powiedziałeś :
-Zmieniłaś fryzurę!
Odpowiedziałam z uśmiechem :
-No tak, super że w końcu ktoś to zauważył!
Tego dnia zacząłeś ze mną normalnie rozmawiać, tak jak każdy inny kolega - na wszystkie tematy. Zaproponowałeś mi też wyjście na
papierosa, to że oboje nie paliliśmy w niczym Ci nie przeszkadzało. Nie zważając na to wyszłam i rozmawialiśmy dosyć długo.
Tematów właściwie nie pamiętam, wiem tylko, że zawsze patrzyłam Ci w oczy i dziwiło mnie że Ty też to robiłeś bo rzadko się zdarza,
żeby facet lampił się dziewczynie w oczy, podczas kiedy może obserwować cokolwiek innego.
Pamiętam jak wtedy poprosiłeś mnie o
nr telefonu - zrobileś to o tyle dyskretnie, że nawet nie spostrzegłam, że wziąłeś go specjalnie.
Tak wesoło mijały nam dni -
wspólne fajki, wyjścia do serwisu, rozmowy w trakcie Twoich wolnych chwil.
Po pewnym czasie zauważyłam, że nawet przychodzisz
wcześniej do pracy, by móc chwilę ze mną postać...
Byłam wtedy totalnie nieświadoma tego, do czego nasze postępowanie prowadzi.
Po jakimś czasie przestaliśmy wychodzić na papierosy - Ty mówiłeś tylko cześć i szedłeś dalej, aż w końcu niechący napisałam do
Ciebie smsa. Wtedy chyba wszystko nabrało szybszego obrotu - pisaliśmy dosyć dużo i na dosyć poważne tematy - po dziś dzień żałuję,
że to było tylko pisanie, a nie żywe słowa.
Rano widzieliśmy się w pracy, a wychodząc z niej dzwoniliśmy do siebie - kontakt
praktycznie nam się nie urywał. Może tylko wtedy, gdy spędzałam znikome chwile ze swoim chłopakiem - mieliśmy wtedy ogromny kryzys -
chcieliśmy się rozstać. Dzięki Tobie nie załamywałam się ale i dążylam do tego, by jak najwięcej czasu móc poświęcić Tobie - nie
jemu.
Po kilku takich wspaniałych tygodniach ludzie w okolicy zaczęli zauważać, że coś się dzieje - przede wszystkim podobno po
Tobie było widać, że między nami jest coś więcej. Mówiłeś, że mam w sobie to coś,że zachowuję się tak, że Cię urzekam,że jestem
słodka. Wierzyłam - właściwie chyba wierzę do dzisiaj.
Którejś niedzieli przyszedłeś do mnie i zacząłeś wyjmować mi koraliki
z pudełek - zielone, żółte i inne. Pamiętam, że wnerwiałam się za to i krzyczałam, że masz nie robić mi bałaganu - Ty zacząłeś
żalić się, że podchodzisz do mnie z miłością a ja się na Ciebie wydzieram - odpowiedziałam że gdyby to było z miłości to lecialy
by koraliki w kolorze czerwieni, po czym zaczęłam obrywać tylko czerwonymi.
Tego dnia, gdy wróciłam do domu zadałam Ci pytanie: dlaczego?, w odpowiedzi słysząc: Nawet nie wiesz jak bardzo Cię pragnę, pod
każdym względem.
Podobało mi się to jak się droczyliśmy i jak czułam ciepło, które biło od Ciebie w moją stronę. Któregoś dnia
poprosiłam Cię abyś poszedł ze mną na zakupy - oczywiście towarzyszyłeś mi dumnie i z ogromnym zapałem targałeś koszyk z zakupami,
co jakiś czas dotykając mnie to w rękę to w biodro, łapałeś w pasie, kładłeś brodę na moim ramieniu. Myślę sobie teraz, że to byla
nasza mała seksualność, że przez te wszystkie gesty pokazywaliśmy sobie jak bardzo nam zależy.
Z dzisiejszej perspektywy wiem,
że Tobie zależało bardziej.
Był dzień chłopaka - przyniosłam Ci wtedy łaciatą milkę a wieczorem powiedziałeś, że nie wiesz co
się z Tobą dzieje, bo siedzisz przed komputerem, śmiejesz się sam do siebie i jesz czekoladę jak kobieta. Już wtedy wiedziałam,
że między nami dzieje się coś na poważnie.
Nie bardzo wiedziałam jednak jak mam się w tej sytuacji zachować - zdradzać obecnego
chłopaka a Ciebie oszukać, czy też zostawić tamtego i zaryzykować dla Ciebie.
Nie potrafiłam podjąć decyzji. Stwierdziłam, że wolę by problemy rozwiązały się same.
I nadal żyliśmy w błogostanie naszej
intymności.
Mijały miesiące - Ty zaczynałeś się niecierpliwić, chciałeś gdzieś w końcu się ze mną pojawić, wyjść na spacer,
usiaść przy piwie - cokolwiek. Kombinowałam jak się dało, by tylko móc się do Ciebie wyrwać. I tak też spotykaliśmy się co jakiś
czas - najczęściej na spacerach, maszerując dumnie obok siebie, trzymając się za ręce przytulając jak najmocniej się da, całując...
Wiedziałam że robię źle ale nie potrafiłam przestać. Czas spędzony z Tobą był tak błogi, że w pewnym momencie uzależniłam się
od Ciebie i zaczynałam się zakochiwać.
Odwoziłeś mnie do domu, godzinami mogliśmy siedzieć w aucie na
parkingu, potem błądzić i jeździć naokoło, byle tylko nie do ustalonego wcześniej celu.
Pobłądziliśmy a nasze drogi mimo
wszystko się stykały. Wiedziałam że niedługo nastąpi finał, chciałam zerwać z facetem, sprawy pokomplikowały się o tyle że do wakcji
wkroczyli nasi rodzice. Nie wytrzymywalam presji, Ty wciąż byłeś bliżej i bliżej, wariowałam w natłoku wszystkich zdarzeń, myśli
i postępowań.
Postępowalam irracjonalnie, byłeś jak "własna odmiana heroiny", jak "osobiste słońce". Tak blisko, a jednocześnie
tak daleko ode mnie.
Pamiętam kiedy ostatni raz byliśmy na spacerze. Wtulałam się w Ciebie świadoma tego, że niedługo nasze
szczęście może dobiec końca, rysowalam sobie w pamięci Twoje kształty, idealną linię pleców, niewielki nos, szyję, krótko ścięte
włosy, męskie dłonie. Czulam że niedługo będę musiala zdecydować.
Po tym spotkaniu wszystko było jakieś inne, jakby bardziej
suche. Ty byłeś jakiś zamknięty, ja próbowałam sobie wytłumaczyć dlaczego, ale nie potrafiłam tego pojąć.
Ostatni raz
widzieliśmy się w pracy. Wtedy już nie pracowałeś. Przychdoziłeś do mnie ot tak, pogadać. Staliśmy w korytarzu na schodach,
była zima, miałeś na sobie czarną skórę i byłeś strasznie zmarzniety. Patrzyłeś na mnie dziwnie smutnym wzrokiem, nic nie
mówiłeś...
Pocałowaleś mnie też jakoś inaczej, dziś już wiem, że to był pożegnalny pocałunek...
Odszedłeś i choć byłam zupełnie nieświadoma tego, że już nie wrócisz, czułam się jakby ktoś potłukł mnie na kilka kawałków.
Więc pytałam - co jest grane i dlaczego tak?
Na początku nie dawałeś za wygraną i mówiles, że wszystko jest ok.
Poźniej, gdy dzwoniłam do Ciebie usłyszałam tylko, że nie musimy ciągle gadać przez telefon ani pisać smsów, że mam wyluzować.
To były jedne z ostatnich słów jakie od Ciebie usłyszałam.
Później tylko zapytałam Cię: dlaczego?
Powiedziałeś, że widocznie nie szukaliśmy siebie nawzajem, że za długo, że za bardzo się bronię, zamykam na Ciebie,
że to nie jest TO.
Dałam spokój. Co jakiś czas, sprawdzając tylko, czy w ogóle się do mnie odezwiesz, pisałam pod pretekstem
pomyłki. Odpisywałeś, że to chyba nie do Ciebie, że to pomyłka i że pozdrawiasz. Życzenia na Boże Narodzenie też wysłaliśmy
w końcu przy okazji Wielkiej Nocy. Dowiedziałam się, że "już"" kogoś masz i jesteś z nią szczęśliwy.
Jeśli chodzi o mnie to
po tej całej burzy w moim związku, zaręczyłam się i ustaliłam datę ślubu.
Ty podchodziłeś do tego wesoło, mówiąc mi, że
CZERWONY KORALIK NIGDY NIE STRACI WAŻNOŚCI. Że byliśmy pewnym etapem na swoich drogach, że nie żałujesz i że teraz jesteś
szczęśliwy.
Od tamtej pory do dzisiaj nie odezwałam się do Ciebie ani slowem. Dziś znów mam ochotę pomylić się i napisać
do Ciebie, ale nie mam już tyle odwagi co wtedy. Do starcenia mam więcej, bo trwaly związek i faceta, który mnie kocha nad życie.
Ja jego też kocham ale wspomnienie o Tobie zawsze przywołuje u mnie dreszcze.
Chciałabym spotkać Cię na jakiejś imprezie,
w parku - chwilę pogadać, tak bez zobowiązań, po prostu zapytać co u Ciebie i jak się miewasz.
'I tylko czerwony koralik mi został
mały talizman
szczęśliwych dni,
i ta jesienna piosenka prosta,
którą wiatr może zaniesie Ci...'
Ciekawe książki o miłości
Lilia wśród cierni
Odnalezione uczucia
Uprowadzona
Księżycowa klatka