Opowiadania o miłości ...

- Cześć Jolka!- Artur odwrócił głowę od słupa z ogłoszeniami i uśmiechając się radośnie pomachał do niej ręką. Ubrany w szarą, sportową bluzę i wytarte dżinsy, z niedbale przerzuconym przez ramię plecakiem wyglądał, jak beztroski uczniak z gimnazjum a nie poważny, tegoroczny maturzysta.
Na jego widok Jolce mocniej zabiło serce.
- Cześć!- odpowiedziała lekko zachrypniętym z wrażenia głosem. Już kolejny raz spotykała go w drodze
do szkoły. Ona, szara myszka z Ia, patrzyła na niego z pewnego rodzaju podziwem. Chciałaby mieć choć część
tej radości, która od niego emanowała. Był taki pogodny, tryskający energią. Istny żywioł. Ona sama,
przygnieciona brzemieniem szkolnych obowiązków ledwie dawała radę się uśmiechać.
A jednak te poranne spotkania poprawiały jej humor. Po pierwsze chłopak jej się podobał, a po drugie
jak nikt inny potrafił ją rozbawić. Tak
było i tym razem. Artur tak komicznie opowiadał o swoich perypetiach przy tablicy, że chcąc nie chcąc
wybuchnęła głośnym śmiechem. Artur jej zawtórował i śmiejąc się dotarli do szkoły.
- No to super!- powiedział chłopak- Trzymaj się! Ja lecę!
Obrócił się na pięcie i już go nie było.
Jolka przez krótka chwilę patrzyła za nim a potem poważniejąc ruszyła w stronę klasy.
W drzwiach natknęła się na Lidkę. Sympatyczna przyjaciółka najwyraźniej na nią czekała.
- Cześć! Masz zadania z matmy?
- Mam.
- No to dawaj!
Do Lidki dołączyła Marta, potem Baśka i
krąg zainteresowanych zaczął się powiększać. Gdy wreszcie wszyscy przepisali rozwiązania, Lidka oddała
zeszyt.
- Słuchaj...Widziałam cię z Arturem. Długo go znasz?- zapytała na pozór obojętnym głosem.
- Nie.- odpowiedź Jolki była zgodna z prawdą. Lidka chciała jeszcze coś powiedzieć, ale przerwał im
dzwonek na lekcję. Rzuciła tylko krótkie:
- Musimy pogadać!!!- i już uciekała na swoje miejsce, bo do
klasy wkroczyła zawsze punktualna matematyczka.
Lekcja zaczęła się od sprawdzenia zadania domowego.
Dziwnym trafem prawie wszyscy mieli je wykonane z takim samym, drobnym błędem, wypaczającym ostateczny
wynik. Nauczycielka kręciła głową ze zdziwienia, ale nic nie powiedziała. Zadała kolejna partię
ćwiczeń, wyjaśniła parę zawiłych kwestii i wreszcie lekcja się skończyła.
- No to mów!- Lidka
dopadła Jolkę, gdy ta właśnie sięgała po przygotowana w domu kanapkę.
- A co chcesz wiedzieć?
- Czy
jesteście parą?
Jolka omal się nie zakrztusiła.
- No co ty...- odpowiedziała po chwili.- Spotkałam
go w drodze do szkoły.
- Wczoraj też?
- Uhm.
- I co?- Lidka wierciła sie niespokojnie.- Nic ci
nie zaproponował?
- A co niby?
- No wiesz...Skoro się tobą interesuje...
- Nie przesadzaj!-
powiedziała Jolka ponuro. Oczywiście chciałaby, aby się nią interesował. Ale rzeczywistość była
zgoła inna. Zresztą, patrząc prawdzie w oczy, czym ona mogłaby mu zaimponować?
- Nie przesadzaj!
- powtórzyła- Kilka razy spotkaliśmy się w drodze do szkoły. To nic nadzwyczajnego skoro się mieszka
w tej samej części miasta.
- O rety!- Lidka aż podskoczyła w miejscu- On się naprawdę w tobie zakochał!
- Przestań!- Jolka zaczynała tracić cierpliwość. Jej najlepsza przyjaciółka bywała czasami irytująca.
- Pleciesz bzdury! Już nic więcej ci nie powiem!
- Ale chciałam ci tylko...
- Nic nie mów!
Lidka zamilkła i tylko wpatrywała sie w nią wiele znaczącym wzrokiem.
Dzwonek
znów im przerwał i tego dnia nie miały już okazji porozmawiać. Zwłaszcza, że po lekcjach Lidka
została na kółku teatralnym i Jolka sama wracała do domu.
Artura też już nie spotkała. On jako maturzysta żył w zupełnie innym wymiarze szkoły. Dorosły, poważny
uczeń o skrystalizowanych planach na przyszłość jedną nogą był już na studiach.
- Ee tam! Akurat!-
Jolka wbrew swej naturze uśmiechnęła się do własnych myśli- Dorosły to może on i jest, ale poważny?
Skąd!
Przypomniała sobie zabawne miny, jakimi rozbawiał ją kilka dni temu i uśmiechnęła się jeszcze
szerzej. W odmienionym na lepsze nastroju wróciła do domu.
Lilia wśród cierni - Penny Jordan
Meksykański romans - Luiza Kochańska