opomi.pl


Opowiadania o miłości ...




Oczy


Od kiedy zobaczył ją po raz pierwszy nie mógł zapomnieć jej oczu. Były wyjątkowe. Niebieskie w szarej oprawie rzęs, nie za duże, o kącikach lekko unoszących się ku delikatnym łukom brwi. Najważniejszy był jednak ten blask bijący z ich głębi. On zachwycił go najbardziej.


Było to w autobusie, którym jak zwykle jechał do szkoły. Jeden przystanek, drugi. Codzienna rutyna. Obok niego starsza kobieta z ogromnym koszem wypełnionym zakupami a w pobliżu dwie dziewczyny rozprawiające o jakichś klasówkach. Zwykły jesienny poranek. Szarówka. Nic ciekawego. Nagle olśnienie. Ona. Wsiadła na którymś przystanku, rozejrzała sie dookała i spotkała z jego wzrokiem. On zbaraniał, dziewczyna nie zareagowała. Odwróciła się i zniknęła w głębi autobusu.
Krótka chwila. Starsza kobieta zdążyła ziewnąć a dziewczyny w pobliżu wymienić pozdrowienie z wsiadającym na tym samym przystanku chłopakiem. Autobus jechał dalej. On natomiast siedział jak zaczarowany.
Te oczy. Prześliczne, pociągające, niesamowite oczy. Ujęły go i sprawiły że nagle przepełniła go radość. Poczuł, jakby urosły mu skrzydła. Inaczej oddychał, inaczej patrzył na świat.
Nie zauważył, czy i kiedy wysiadła. Na pewno nie na jego przystanku. Rozglądał się, ale nigdzie nie było jej widać.
Autobus zniknął za zakrętem.

- Hej Damian!- głos kolegi dogonił go tuż przed wejściem do klasy. Był to Michał, którego znał jeszcze z gimnazjum.
-O co chodzi?- przywitał go podaniem ręki - Potrzebujesz korepetycji z matmy?
- Nie tym razem- Michał miał zagadkową minę- Ale dzięki za propozycję. Sprawa jest innego rodzaju. Słyszałem, że się udzielasz towarzysko...
- Towarzysko? - Damian uniósł brwi ze zdumienia- Nie rozumiem...
- No...że występujesz jako osoba towarzysząca. Dziewczyna nie ma z kim iść na imprezę czy gdzieś, to znaczy nie ma chłopaka a samej nie wypada, więc prosi ciebie, no i...
- Ach!- Damian lekceważąco machnął ręką- Byłem tylko raz, bo rodzice mnie wrobili. Ale nie bawi mnie to. Prawie umarłem z nudów.
Michał przez chwilę miał zawiedzioną minę. Potem twarz mu się rozjaśniła.
- Słuchaj...- powiedział z naciskiem- Naprawdę musisz mi pomóc. Chodzi o moją kuzynkę.
- Nie, stary. Poproś kogoś innego.
- Ona jest bardzo fajna. Polubisz ją.- Michał nie dawał za wygraną.
- Muszę już iść...
- Cała jej klasa idzie na tę zabawę. Ekstra sala, muza na żywo i niezła wyżerka...
- Cześć! Na razie!- Damian uniósł ręce w geście zniecierpliwienia i odwrócił się w stronę klasy.
Zabrzmiał dzwonek.
- Nie odmawiaj mi!- jęknął jeszcze Damian, ale nie otrzymał już żadnej odpowiedzi.

Propozycja była kusząca. Damian bardzo lubił dobrą zabawę i chętnie uczestniczył w różnych imprezach. Taniec był jego żywiołem a muzyka wspaniale poprawiała samopoczucie. Innym razem może by się i zgodził. Poznałby tę dziewczynę, zatańczył, nawet umówiłby się parę razy... Ale teraz nie mógł. Cały dzień rozpamiętywał poranne spotkanie w autobusie. Analizował bez końca każdy szczegół, który udało mu się zapamiętać. Rozmyślał i rozmyślał, a wokół serca robiło mu się przyjemnie ciepło. Nie. Nie mógł poświęcać swojego czasu jakiejś tam dziewczynie, skoro inna zajmowała jego myśli.
Kim była? Jakie nosiła imię? Gdzie mieszkała? Do jakiej chodziła szkoły?
Nie wiedział nic oprócz tego, że jechała tym samym autobusem.
Przypadek, czy może mieszka na trasie?
Pytania, pytania, pytania.
I brak jakiejkolwiek odpowiedzi.

Dzień w szkole dłużył się niemiłosiernie. Damian zupełnie nie mógł się skupić na lekcjach. Na dużej przerwie Michał go odnalazł i z nową siłą rozpoczął swoje prośby. Nic nie wskórawszy odszedł niezadowolony, a Damian pogrążył się dalej w swoich własnych myślach i marzeniach o tajemniczej głębi niebieskich oczu.

Minęło kilka nudnych dni. Poranne mżawki zmieniły się w obfite deszcze, które zalewały szyby autobusu, czyniąc niemożliwym ujrzenie kogoś na przystanku. Ludzie pochowali się za parasolami i chodzili, a raczej przemykali, z twarzami pochylonymi ku ziemi. Cały świat sprawiał wrażenie nieszczęśliwego, zwłaszcza, że listopadowe dni były krótkie, coraz krótsze...

Damian ani razu nie spotkał nieznajomej. Codziennie rano budził się z nadzieją, że może dziś właśnie wsiądzie ona do autobusu i każdego dnia, niezmiennie doznawał rozczarowania. Zawiedziony tracił ochotę do wszystkiego. Nie uważał na lekcjach, zawalał klasówki, całymi popołudniami leżał, słuchając muzyki i gapiąc się w sufit. Zaczął stronić od kolegów.
- Co się dzieje?- zapytał go na którejś przerwie Michał- Wyglądasz, jakby przejechał po tobie walec. Masz problemy?
- Nie.- odparł krótko, a po chwili dodał- Nie twoja sprawa.
Twarz Michała wyrażała powątpiewanie, ale znając dobrze upór kolegi nie dociekał więcej powodów jego podłego nastroju. Zdawszy obszerną relację z meczu koszykówki, w którym brał udział i odpowiedziawszy na kilka szczegółowych pytań, nawiązał wreszcie do sprawy, na której mu zależało.
- Co będzie z tą imprezą? Myślałeś już?
Przez chwilę Damian zdawał się nie rozumieć, o co chodzi. Potem oczy zapłonęły mu wściekłością. Zacisnął dłonie i podniósł je do twarzy.
- Mówiłem ci już, że nic z tego nie będzie a ty w kółko to samo. Nie możesz dać mi spokoju?- wysapał- Ostatni raz powtarzam. Nie! Nie! Nie!
Michał nie wyglądał na strapionego. Odczekał, aż gniew kolegi minie i powiedział, jak gdyby nigdy nic:
-Bardzo zależy mi, abyś się zgodził. Andrzejki coraz bliżej.
- A dlaczego ty nie pójdziesz? Równie dobrze sam mógłbyś jej towarzyszyć.
- Nie mogę.- Michał uśmiechnął się lekko- Idę z jej koleżanką.
- Masz ci los! To poproś kogoś innego. Rafała, Bartka czy Leszka...
- Też nie mogę. Bo wiesz...Jest jeden problem. Ona nie umie tańczyc i przed tą zabawą musiałbyś z nią...
- Rety!- zawołał Damian- Robisz ze mnie głupca?
- ...musiałbyś z nią poćwiczyć.- dokończył Michał i spojrzał na niego z nadzieją.
- Zgadzasz się?
Zapadła cisza, w czasie której Damian starał się opanować drżenie szczęki i całego ciała. Targały nim sprzeczne uczucia. Czuł ogromną złość na Michała, który z godnym maniaka uporem próbował namówić go do zmiany zdania. Z drugiej strony kusiło go aby pójść, zabawić się, zapomnieć o wszystkich problemach. Ale te oczy. Ona. Nieznajoma.
- Nie, stary. Wybacz, ale nie mogę.- powiedział i odwróciwszy się odszedł w milczeniu.

POLECAMY:

Lilia wśród cierni - Penny Jordan
Meksykański romans - Luiza Kochańska




Kontakt-Polityka prywatności
© Copyright by "www.opomi.pl" 2009-2010