opomi.pl


Opowiadania o miłości ...




Podróż

Autor: Dariusz

Kolejny pet zgaszony podeszwą mojego buta skończył swój marny żywot, skracając w jakiś sposób jednocześnie mój. Do odjazdu pociągu zostało jeszcze kilka minut, więc żwawym krokiem ruszyłem w kierunku peronu. Byłem zaskoczony, jak wielu ludzi podróżuje o dziewiątej rano w piątek. Wszak był to zwykły dzień roboczy, a i pogoda nie nastrajała do wycieczek poza miasto. Był początek października, ale odczuwałem chłód mimo kilku warstw ubrania.
Wsiadłem do pociągu i po dłuższym spacerze wzdłuż kolejnych przedziałów, nie znalazłszy żadnego pustego, zrezygnowany, otworzyłem drzwi do ostatniego przedziału drugiej klasy. Siedziała w nim jakaś zaczytana pięćdziesięciolatka.
- Przepraszam, czy wolne? - Zapytałem.
- Tak - odparła i wróciła do lektury, choć dziwny uśmieszek, jaki zagościł na jej twarzy nie uszedł mojej uwadze.
Rozsiadłem się wygodnie i rozłożyłem Przegląd Sportowy. Nim zdążyłem dokończyć pierwszy artykuł pociąg ruszył.
Aż do pierwszego postoju w Zgierzu nic nie zmąciło mojej skrupulatnej analizy najbliższej kolejki ligowej.
W podłódzkiej miejscowości dosiadły się do nas kolejne dwie osoby. Pierwszą był jakiś chłopak, młodszy ode mnie o kilka lat - posiadacz gustownego kolczyka w uchu, elegancko wyżelowanej fryzury i wyglądu, który jednoznacznie nakazywał mi zaszufladkować go, jako kogoś z kim nie miałbym ochoty nawiązywać dialogu.
Drugą osobą była kobieta na oko mniej więcej czterdziestopięcioletnia. Bardzo zadbana, a zapach jaki wokół siebie rozsiewała mile łechtał receptory w moich nozdrzach.
Po krótkiej lustracji wróciłem do lektury, znacznie ciekawszej, niż obserwacja współpasażerów. Pociąg znów ruszył, a panującą w przedziale ciszę przerwała kontrola biletów. Pogrzebałem chwilę w kieszeni kurtki i wyciągnąłem wart blisko sześćdziesiąt złotych kawałek papieru. Konduktor ostemplował go z dużą wprawą i spytał:
- Wiecie państwo, że będziemy mieli objazd przez Łowicz?
- A co się stało? - spytała nowa pasażerka.
- Mamy remont torów.
- A jakie będziemy mieli opóźnienie? Bo ja mam w Kutnie przesiadkę na pociąg do Berlina!
- Powinniśmy być w Kutnie o czasie...
Pracownik PKP opuścił przedział i zostawił nas nieco skonsternowanych.
- Wiecie państwo, że jak w Niemczech pociąg się spóźnia, to kolej oddaje pasażerom pieniądze za bilety? - próbowała zagaić rozmowę kobieta.
- Naprawdę? - zdziwił się chłopak, wyraźnie skory do podjęcia dyskusji.
- Tak, a w Polsce nikt się z nikim nie liczy. Mam duże szczęście, że pojawiam się tu jedynie okazjonalnie.
- Mieszka tam pani? - Najwyraźniej oboje chcieli pogadać.
- Za Frankfutem nad Menem, w niewielkiej miejscowości. Powiem panu, że dopiero tam uświadomiłam sobie, czym jest godne życie. Mój mąż dobrze zarabia, więc nawet nie muszę pracować. Zajmuję się domem i jestem bardzo szczęśliwą osobą. Już się nie martwię, jak przeżyć do pierwszego.
- No to pani zazdroszczę. Byłem w ubiegłe wakacje u znajomych w Londynie. Znaleźli mi pracę i przez miesiąc zarobiłem sobie tyle, że ten rok mam znacznie spokojniejszy, niż zwykle.
- Mój młodszy syn studiuje w Warszawie i w wakacje był u mnie. - kontynuowała kobieta, znacznie utrudniając mi percepcję słowa pisanego. - Młodszy - gimnazjalista, zresztą też. Starszy troszkę pracował w restauracji i był bardzo zadowolony, że przez ten okres zarobił tak dużo, że w Polsce nie osiągnąłby takiej kwoty przez rok.
- Tak... - wtrąciłem, całkiem rezygnując z lektury. - Życie w Polsce stało się nie do zniesienia. Wszyscy łudzili się, że po osiemdziesiątym dziewiątym będzie nam coraz lepiej, a jest coraz gorzej...
- Gdybym nie wspierała moich rodziców, to ze swoich emerytur praktycznie nie mieliby żadnych wolnych środków po opłaceniu świadczeń. Życie jest tu droższe niż w Niemczech, a pensje tragicznie niskie...
Dyskusja rozgorzała na całego i nawet ja dałem się ponieść defetystycznemu nastrojowi współrozmówców. Psioczyłem na rząd, na nasze społeczeństwo. Oberwał zarówno Kościół, jak i system szkolnictwa. Doszło nawet do tego, że poczułem jakąś jedność z Krzyśkiem, który wbrew wyglądowi był całkiem inteligentnym chłopakiem.
W pewnym momencie, wciąż jak dotąd zaczytana kobieta, z którą jechałem od startu w Łodzi postanowiła również zabrać głos.
- Przepraszam, że się wtrącam, ale ton waszych wypowiedzi jest przerażający. Słuchając was można pomyśleć, że świat składa się jedynie z ludzi goniących za pieniądzem, a szczęście jest uzależnione wyłącznie od grubości portfela. Przecież to żałosne...
Ta wypowiedź trochę mnie zaskoczyła. Zanim zdążyłem coś odpowiedzieć wyręczyła mnie Niemka.
- A pani jest szczęśliwa?
- Jestem i to bardzo - odparła kobieta.
Dopiero teraz przyjrzałem się jej uważniej. Była ubrany w schludny, choć z pewnością nie nowy płaszcz. Nosiła tanie okulary z tworzywa, a na jej twarzy nie można było znaleźć odrobiny tej zaciętości, jak malowała się na obliczu reszty pasażerów.
- I może będzie mi pani wmawiać, że jest biedna? - kontynuowała atak Niemka.
- Nie, mój mąż ma dość dobrze prosperującą firmę i na brak pieniędzy nie narzekam. Byłam wiele razy za granicą i nie widziałam tam nic szczególnego. Nic, co wyróżniałoby tamte miejsca od Polski. Na zachodzie, żeby coś osiągnąć trzeba równie ciężko pracować, jak tu.
- No tak, ale ciężko pracując tu, nie ma się prawie nic - odparłem.
- Skoro ma pani pieniądze, to niech pani bzdur nie gada o szczęściu, bo nie wie pani co to bieda - wsparł mnie Krzyś.
- I wy wszyscy naprawdę sądzicie, że pieniądze dadzą wam szczęście? "Pieniądze to nie wszystko", jak mówił tytuł komedii Machulskiego. Jednak zanim wypaliłem z pełnym cytatem hasła, jakie namalowano na budynku w tym filmie, ugryzłem się w język. Moja wypowiedź wzbudziłaby konsternację i pewnie rozładowałaby atmosferę, a ja dalej chciałem być świadkiem kruszenia kopii.
- Nie da się bez nich zrealizować marzeń - stwierdziłem tylko, zgodnie z prawdą.
- Więc powinien mieć pan tylko takie marzenia, które dadzą się urzeczywistnić bez pieniędzy - odparła kobieta.
- Pani ma tylko takie? - spytała Niemka.
- Tak i udało mi się je zrealizować. Reszta jest całkiem nieistotna.
- No to jest pani mało ambitną osobą. - wyrwało mi się.
- Żeby wyrwać laskę, trzeba być dzianym. Zaproś taką do pubu, to już majątek się traci. - Widać nie tylko mnie udzieliła się ekscytacja, bo w Krzysiu obudził się prawdziwy żeliś.
- Pani jest chora - stwierdziła Niemka podnosząc się z miejsca. - Na szczęście nie będę musiała tego słuchać, zaraz wysiadam.
Kobieta ubrała się.
- Do widzenia panom. Pani również. - To drugie pożegnanie zabrzmiało mocno ironicznie.
- Bóg się pomylił, ofiarowując wam dar życia - stwierdził nasz adwersarz.
- Pani nie jest chora, pani jest po prostu głupia. - Z tymi słowy Niemka opuściła przedział.
Zostaliśmy we troje.
- Myśli pan, że miłość bazuje na pieniądzach? - wciąż spokojnym głosem kobieta zwróciła się do Krzyśka.
- Kobieto... Jaka miłość? Słyszałem kiedyś takie wypasione zdanie... Jak to szło?...
Na dźwięk słowa "wypasione" aż mną zatrzęsło. Mam na nie awersję.
- Acha! - Przypomniał sobie Krzych. - "Miłość uzależnia od kobiety, małżeństwo jest odwykiem. Bezpieczny seks, to seks przygodny". Na co komu miłość, w życiu liczą się przyjemności. Udane życie to takie, w którym jest przynajmniej dwukrotnie więcej przyjemności, niż bagna.
- Pan też tak uważa? - zwróciła się do mnie.
- Hmmm... Uważam, że miłość jest potrzebna, ale nie można być szczęśliwym bez grosza przy duszy.
- Zresztą miłość to bzdura - skwitował Krzyś. - Nie znam nikogo, kto by się zakochał i był przy tym szczęśliwy. Bo ta cała miłość jest dla mięczaków.
- Ja jestem szczęśliwa w miłości. Moi teściowie, świętej pamięci, byli bardzo ubodzy. Nie zawsze mieli co do garnka włożyć, ale potrafili cieszyć się wzajemną miłością i miłością do Boga. To ich trzymało przy życiu.
No tak... mogłem się spodziewać, że dyskusję toczyliśmy z fanatyczką religijną, czekałem tylko, kiedy zacznie mnie nawracać.
- Pieprzenie - celnie wyraził również moje myśli Krzysiek.
Kobieta z pobłażliwym uśmiechem na twarzy westchnęła tylko głęboko, pokiwała głową i wróciła do lektury. Ja również wróciłem do gazety, choć nie mogłem się skupić. Krzyś otworzył jakiś skrypt i w przedziale na powrót zapanowało milczenie.
Pod Włocławkiem Krzysiek zebrał swoje rzeczy, ubrał się, podał mi rękę i powiedział "do widzenia".
- Pana życie też nie ma sensu - rzuciła za nim kobieta.
- Dobra... - Krzyś machnął tylko ręką. - Współczuję ci - pokazał kciukiem na kobietę.
Uśmiechnąłem się tylko.
Kiedy pociąg znowu ruszył okazało się, że kobieta nadal miała ochotę rozmawiać.
- Pan w przeciwieństwie do kolegi chyba nie neguje miłości?
- Nie - odparłem. - Sądzę, że to piękne uczucie.
- Kocha pan?
- Tak mi się wydaje, w zasadzie jestem tego prawie pewien.
- Prawie? - zdziwiła się.
- To długa i skomplikowana historia. Właściwie jadę pozbyć się jakichkolwiek wątpliwości. Ale nie przekona mnie pani, że sama miłość potrafi dać szczęście...
- No cóż... Wobec tego i pan nie rozumie sensu życia. Cele, jakie pan sobie stawia są ulotne, wszystko przemija i tylko miłość jest wieczna. Tylko na niej można budować szczęście. No ale skoro nie uda mi się pana przekonać, to współczuje. Nie różni się pan od tamtych. Pana życie też jest pomyłką.
- Trudno - uciąłem mając dość jej wywodów.
Wróciliśmy do czytania i już do momentu osiągnięcia mojego celu podróży nie padło między nami ani jedno słowo. Na odchodne co prawda jeszcze usłyszałem coś o moim bezcelowym istnieniu, ale zbyłem to ostentacyjnym chrząknięciem.



Kontakt-Polityka prywatności- Tła na www
© Copyright by "www.opomi.pl" 2009-2010